Aktualności Dodano: 24 kwietnia 2026

AFTER HOURS - Koncert pełen kolorów czyli soul i blues

Data rozpoczęcia: 2026-04-24
Data zakonczenia:

Bywają takie wieczory, do których człowiek idzie bo „no, fajnie, wyjdę z domu". I są takie, po których wraca do domu inny. Trochę lżejszy. Trochę bardziej nakręcony. Z jakimś ciepłem w środku, które jeszcze długo nie stygnie. Czwartkowy After Hours był tym drugim. I szczerze? Sami nie spodziewaliśmy się, że aż tak bardzo.


Weszliśmy do sali kinowej — tak, kinowej, bo tym razem zaszaleliśmy i przenieśliśmy After Hours właśnie tam — i coś było w tym powietrzu inne. Może to sposób, w jaki światło padało na tę przestrzeń tego wieczoru. Ludzie wchodzili, rozglądali się, uśmiechali. Rozmawiali. Coś było w tym wieczorze od samego początku — jakieś napięcie w dobrym sensie, jakieś zbiorowe przeczucie że będzie dobrze. I wiecie — rzadko kiedy przeczucia tak bardzo się sprawdzają.
A potem weszli na scenę. I się zaczęło.

Usłyszeliśmy...wielkie bum ...ale awaria została szybko usunięta! Czasem najlepsze rzeczy dzieją się wtedy, kiedy odrobinę namieszasz w schemacie :-)
A potem zaczęła grać muzyka i wszystko inne przestało mieć znaczenie.


Muzyka, która nie daje wyboru bo blues nie pyta. Blues mówi

Blues i soul to nie są gatunki, przy których można stać z założonymi rękami i udawać, że się jest tylko obserwatorem. One tego nie akceptują. One wchodzą bez pukania, siadają obok i mówią — hej, jesteś tu, bądź tu naprawdę. Całym sobą.
I sala była. Wszyscy byli. Od pierwszego do ostatniego taktu nie było ani jednej osoby, która by się nie poruszała. Czy to stopą wybijającą rytm, czy całym ciałem, czy choćby tym delikatnym kiwaniem głową, które człowiek robi zanim jeszcze zdaje sobie sprawę, że już dawno wciągnęła go muzyka. Magdalena Kamińska, cudowna wokalistka — o, tu trzeba się zatrzymać — śpiewała tak, jakby te piosenki były jej własne. Nie cudze, nie wyuczone, nie odegrane. Jej. Z siłą i jednocześnie z czułością. Głos wypełniał tę salę całkowicie — nie głośno, nie agresywnie, ale tak jak wypełnia przestrzeń coś, co naprawdę ma w sobie treść.


Ten wieczór zbudowała nie tylko muzyka, pojawiły się ważne słowa. Między utworami, zamiast tylko podać tytuł i ruszyć dalej, zatrzymywała się i opowiadała. Skąd pochodzi ta piosenka. Co za nią stoi. Co miał na myśli ten, kto ją pisał. I to nie były suche fakty, były to prawdziwe, ludzkie opowieści, które sprawiały, że kolejny utwór trafiał zupełnie inaczej.
Kiedy wiesz, że ta piosenka powstała z bólu. Albo z zachwytu. Albo z tęsknoty za kimś, kto już nie wróci — to słyszysz ją inaczej. Głębiej. I tak właśnie było przez cały wieczór. Jedno otwierało drugie. Historia otwierała muzykę, muzyka otwierała w ludziach coś, co na co dzień siedzi zamknięte i nie bardzo ma okazję wyjść.

Był moment — Colors Black Pumas — kiedy w sali zrobiło się tak cicho i tak skupiło, że można było poczuć, że każdy w tej chwili jest gdzieś swoim własnym miejscem. Myśli o czymś swoim. Przeżywa coś swojego. A jednocześnie wszyscy są razem. To jest właśnie ta magia, której muzyka nie daje na zawołanie — ona albo się zdarza, albo nie. Tamtego wieczoru zdarzała się regularnie.

Blues pięknie mówi o kruchości życia. O tym, że jest kolorowe i ulotne jednocześnie. I ten utwór — właśnie o tym — w tej sali, w tym świetle, wśród tych ludzi zabrzmiał tak prawdziwie, że kilka osób miało łzy w oczach. A kilka innych szeroki uśmiech. I jedno i drugie było właściwą reakcją.
Oprócz coverów, które śpiewaliśmy razem z nimi, zespół zagrał własne kompozycje — „Moje tutaj"„My Guy" a były to jedne z najmocniejszych momentów wieczoru. Coś w tych piosenkach zostaje. Mamy przeczucie, że jeszcze o tych tytułach usłyszymy — i bardzo tego chcemy. A „Mother is always right" zabrzmiało tamtej nocy po raz pierwszy w ogóle — premiera na naszej kościańskiej scenie. Jesteśmy z tego naprawdę dumni i życzymy tym utworom z całego serca jak największych scen. Bo na nie zasługują.

Jedyny minus - koncert i nasza wspólna podróż muzyczna przez ostatnie 50 lat, inspirowana klasykami bluesa, soulu i R&B dobiegła końca

Dało się to wyczuć fizycznie, nawet po fantastycznym bisie — w tym zbiorowym wahaniu przy wyjściu, w tym „no jeszcze jeden, nie?" wiszącym w powietrzu. Nikt się nie spieszył. Nikt nie chciał wychodzić z tej bańki którą muzyka przez kilka godzin zbudowała wokół całej tej sali.
Bo tak właśnie działają naprawdę dobre koncerty. Budują bańkę. Inny czas, inne powietrze, inny rytm bicia serca.

I potem człowiek wychodzi na ulicę i przez chwilę musi sobie przypomnieć, że jest środek tygodnia i że jutro rano trzeba wstać.
Ale to przypomnienie przychodzi z uśmiechem. I z tym ciepłem w środku.

Chcemy żebyście wrócili. Po godzinach, tak jak lubicie, tak jak umiecie najlepiej. Zasłużyliście na tę prośbę i na każde dziękuję, które tamtego wieczoru wisiało w powietrzu, ale nie wszystkie zdążyły wybrzmieć.


Dziękujemy za muzykę

Magdalena Kamińska – śpiew i opowieści

Tomás Díaz S – gitara basowa

Włodzimierz Dominiak – gitara

Michał Dolata – gitara

Jacek Winkiel – instrumenty klawiszowe

Tomasz Nowicki – harmonijka

Andrzej May – perkusja


Za radość. Za wzruszenie.
Za to, że przez kilka godzin nasza sala kinowa była najlepszym klubem bluesowym w okolicy!

 


 

A już 17 maja czeka na Was kolejny wieczór
Bo apetyt na dobrą muzykę na żywo — raz rozbudzony — nie odpuszcza.
17 maja, podczas Zlotu Klasyków i Pojazdów Zabytkowych PRL, o godzinie 18:00 na scenie plenerowej zagra BLUES HAPPENS. Blues pod otwartym niebem, wśród starych samochodów, w letnim powietrzu.

Do zobaczenia